Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
likeshootingstar
18:34
po godzinnych zmaganiach z elektrykiem-idiotą w końcu odzyskałam prąd dzięki mojemu wspaniałemu sąsiadowi, któremu jestem tak cholernie wdzięczna, że uratował mój wieczór, że wycałowałabym go w podziękowaniu gdyby tylko poprosił i nie był ojcem mojego kumpla. xd
względnie - jest okej. niewzględnie - średnio.
życie osobiste, choroby... na razie na plus, wychodzę na prostą, w środę kontrol, zobaczymy co mi mój cudzoziemiec poradzi, moje kochanie wraca dziś normalnie - chwała Bogu - więc poczekam na niego jeszcze 3,5h.
tym razem wszystko jest nie tak z tą pierdoloną pracą. chciałabym w niej wytrwać jeszcze te 3 cholerne miesiące i odejść w spokoju, niestety nie wiem czy będzie mi to dane. raz, zmiana umów o pracę na zlecenie, dwa problem z podwyższeniem stawki, trzy mam za długi język. jeśli wytrwam w tej firmie do lipca to jestem kotem.
co jeszcze? kilka godzin temu zdałam sobie sprawę, że życie ucieka mi przez palce. uświadomiłam sobie, że kiedyś dni były zdecydowanie dłuższe, a ja inaczej podchodziłam do każdej chwili, każdą traktowałam wyjątkowo, nie kisiłam się w domu tak jak od prawie półtora roku, ciągle byłam poza nim. i dlaczego stało się tak jak się stało? bo zamieszkaliśmy razem. nie, nie chcę przez to powiedzieć, że żałuję naszego czasu spędzanego razem, ale prawda jest taka, że cholernie się zapuściliśmy. zachowujemy się jak dwójka staruszków styrana życiem, która radość odnajduje w czterech ścianach. a to... cóż. gówno prawda. cholernie mi brakuje naszego dawnego melanżowania, kłótni na mieście, śmiechu do łez, nocnego wracania do domu... boże, ale to jak mi tego brakuje. tej spontaniczności, którą kiedyś przejawialiśmy każdego dnia, uczuć okazywanych sobie na każdym kroku, a przede wszystkim... dawnych przyjaźni. wiem, że niektóre nigdy już nie wrócą, inne mogą powstać od nowa w każdej chwili, a te naprawdę dobre są na tyle prawdziwe, że wystarczy jeden telefon i znowu jest cudnie. i to chyba właśnie od tego muszę zacząć jeśli naprawdę chcę wrócić do dawnej siebie, a czas najwyższy przyznać, że to tamtą, starą M. tak kochałam i kochali ją wszyscy wokół. chociaż w tej chwili nadal mam w sobie jeszcze dużo z niej, pojawiło się też dużo nowych cech, a może aż wad, które trzeba wykorzenić, wypieprzyć na zbity pysk i znowu być tamtą radosną nastolatką, która zdobywała świat uśmiechem. no i... czas wrócić do pisania. przecież to to tak naprawdę najbardziej na świecie kocham. :)

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl